..|.ja.|.fav.|.ksišżka.



poniedziałek, 12 stycznia 2009


1.
Sonia.

komentarze [0]

piątek, 5 września 2008


Jestem durną pałą, skończoną idiotką.

TYLKO OD CIEBIE ZALEŻY JAK TWOJE ŻYCIE WYGLĄDA.
Zdziecinniałam, uzależniłam się od innych.
MOJE ŻYCIE.
MOJE.
MOJE.
MOJE.
MOJE.
MOJE.
MOJE!!!!!!!!
Wypadałoby wziąć sprawy w swoje ręce.
Moje zachowanie się jest absurdalnie niepoważne.
Boję się zająć swoim życiem sama.
Mimo, że wiem, że to ma same plusy.
Bo za mnie nikt tego nie zrobi.
Wiemo tym, wiem, wiem, wiem.
Ale nie mam pojęcia jak to zrobić.
W jaki sposób czlowiek staje się dorosły?
Sonia.

komentarze [1]

piątek, 5 września 2008


Jestem durną pałą, skończoną idiotką.

TYLKO OD CIEBIE ZALEŻY JAK TWOJE ŻYCIE WYGLĄDA.
Zdziecinniałam, uzależniłam się od innych.
MOJE ŻYCIE.
MOJE.
MOJE.
MOJE.
MOJE.
MOJE.
MOJE!!!!!!!!
Wypadałoby wziąć sprawy w swoje ręce.
Moje zachowanie się jest absurdalnie niepoważne.
Boję się zająć swoim życiem sama.
Mimo, że wiem, że to ma same plusy.
Bo za mnie nikt tego nie zrobi.
Wiemo tym, wiem, wiem, wiem.
Ale nie mam pojęcia jak to zrobić.
W jaki sposób czlowiek staje się dorosły?
Sonia.

komentarze [0]

wtorek, 15 lipica 2008


Koniecznie muszę sobie przypomnieć, że to ja jestem panią własnego losu.
A to, że wszystko wygląda tak jak wygląda jest tylko i wyłącznie moją winą.
I tylko i wyłącznie ja mogę to naprawić.
Nie ma co liczyć n a innych, inni mają swoje problemy.
A ja mam swoje. I muszę to zapamiętać.
A moje problemy muszą być dla mnie najważniejsze.
Mam już dość tych cudzych.
Bo mnie przygniatają do ziemi, zapominam o sobie.
A nigdy nikt nie skupi się na mnie, tak jak ja to robię wobec innych.

A tak bym chciała, żeby czasem mnie ktoś "wytargał za uszy" i kopną w dupe, żeby na dobrą drogę wleciała.

Ale widać nie mam co liczyć.

Ok. To teraz ja i tylko ja.
Sonia.

komentarze [0]

wtorek, 15 lipica 2008



Sonia.

komentarze [0]

sobota, 3 maja 2008


Prawda jest taka, że nie umiem fajnie spędzać czasu z kimś, jestem dość ksenofobiczna, indywidualna, zbyt... hm. hedonistyczno-olewczo-destrukcyjna?
Prawda jest taka, że nie lubię się specjalnie wydurniać, robić z siebie idiotki dla śmiechu (każdemu czasem się zdarza - ale wtedy nie obrażam się, jak ktoś mnie obśmieje przecież).
Mam problemy z nawiązywaniem kontaktów, bo kurde. No bo nie umiem ;)
Ale się staram. Ostatnio coraz częściej.
Mimo, że jestem już stetryczała i na różne rzeczy mogę reagować... dziwnie.
Nawet histerią.
Nawet przez niewielką zmianę planów - na bardziej stresującą.
Tak naprawde... w jakiśtam sposób jestem dumna z tej swojej "inności" wybikającej z wychowania, z przystosowywania i nieprzystosowania do reszty. Chcę odstawać, chcę żebyście mogli mnie objeżdżać!
Nie chcę zmieniać swoich przwyzwyczajeń, ideałów, poglądów. Nie chcę zmieniać tego, co myślę, tego jak chcę spędzić życie. Nie chcę spędzić życia oglądając się na innych.
Ale to jedyne co wiem o moim życiu.
Że chcę żyć inaczej niż wy.
Ale jak?
I tak potoczy się jak zawsze - niespełnione marzenia legną w gruzach, mnie pochłonie proza życia i ósemka dzieciaków na karku, a mąż - alkoholik, hazardzista i dziwkarz.
Boję się prozy życia!!!
Sonia.

komentarze [2]

sobota, 19 kwietnia 2008


Ja2 22:37:02
ze... to chyba tez taki rodzaj buntu, ktory mnie unieszczesliwia. Jak bylam mala to chcialam schudnac zeby byc akceptowana w grupie, zeby ze mnie nie szydzono. potem schudlam. i czulam sie lepsza, silniejsza, bardziej pewna siebie. i znow przytylam i zabily mnie kompleksy, poczulam sie nie warta tego, zeby miec chlopaka, a bardzo, BARDZO, naprawde BARDZO mi na tym zalezalo. wtedy uwazalam to za jeden z warunkow NIEZBEDNYCH do tego, zeby moc kogos miec. a potem mialam Ciebie - i juz tego nie mialam. juz nie zalezy mi tak bardzo, zeby miec jakastam opinie wsrod ludzi. teraz mi się to ciało nie podoba, ale nie chcę być oceniana pod wzgledem ciala - ze laska, wole byc na poczatku gruba i brzydka, zeby ludzie potem nie byli rozczarowani tym, ze jestem niefajna. a ten bunt... na zasadzie - dlaczego mam byc oceniana po wygladzie... chociaz tak naprawde nie wierze w idee buntu.

Tak o. Żeby pamiętać. Przemyśleć. Zmienić z czasem.
Zaczynamy uszczęśliwianie siebie.
Niezadowolenie z siebie może napsuć krwi.
Sonia.

komentarze [1]

sobota, 19 kwietnia 2008


Teraz nadszedł moment stresu, ale do momentu. W momencie tym: albo przerażenie, niedowwierzanie - albo ulga.
Miejmy nadzieję, że ulga.
Zostało zaledwie 60 dni do końca roku szkolnego. 9 tygodni. A oceny... załamujące.
W ogole... jakoś... chujowo?
Ale to tylko dlatego, że drugi dzień P. nie widzę.
bedzie dobrze, bedzie dobrze, bedzie.
no.
Sonia.

komentarze [0]

piątek, 14 marca 2008


Mowa źródłem wszelkiego porozumienia.

NIENAWIDZĘ kłamstwa.

...
Sonia.

komentarze [1]

wtorek, 11 marca 2008


Boże, jak ja kocham jak ludzie mi się wpieprzają w życie!
Naprawdę to uwielbiam!
No, bo żyje się w koncu dla innych, a nie dla siebie, więc powinno się dbać o to, żeby innym było dobrze, a nie przecież NAM?
Żal&zgroza.

Po prostu nie rozumiem dlaczego z wiekiem ludzie nagle sobie przypominają, że: o kurcze! trzebaby mnie wychowac!

I pomińmy, że jestem już osobą dość ukształtowaną, pewnych cech w sobie nie zmienie. ZMIENIAJMY MNIE NA SIŁĘ!
Boże, a ja chce tylko, żeby się wszyscy się ode mnie odpierdolili!

Dlatego, tak bardzo bardzo czekam:
291 dni do 18
13,5 miesieca do matury
14,5 do saksów
18,5 do rozpoczęcia samodzielności.

Moje plany na przyszłość!
Nie nie mierzcie mnie swoją miarą, błagam;/
Sonia.

komentarze [0]

sobota, 1 marca 2008


NIJAKOŚĆ.
cale moje pierdolone życie.
bunt wyłącznie wewnętrzny, brak pomysłu na siebie.
strach przed jakimikolwiek wiekszymi zmianami, zakloceniem obecnego spokoju, bo a nuz bedzie gorzej.
kurwa, kurwa, kurwa, kurwa, kurwa!!!!!!!!!!
marnuję swoje życie.
Jestem nikim i umrę jako nic.
WIELKIE, TŁUSTE, NIC!
Sonia.

komentarze [3]

czwartek, 31 stycznia 2008


Boję się!
Zaczyna stawać się wszystko tak jak tego chcę!

W końcu są. Moje śliczne (choć jeszcze niezniszczone :P) czarne, GLANY.
Tak, może i można powiedzieć teraz, że straszny ze mnie dzieciuch i w ogóle zginę na tym świecie, bla, bla, bla... ale... cieszę się z tego :)
I to może zabrzmieć głupio, ale... jakoś przywracają mi świadomość tego kim jestem, czym jestem, czego pragnę i oczekuję. Moje glany uzupełniają mój światopogląd, koniec,
ILE RAZY MOŻNA ZACZYNAĆ WSZYSTKO OD NOWA?"
Pogubiłam się już w tym i sama nie wiem, czy skończyłam, czy znowu zaczęłam...
Poczekam do wiosny, wtedy... zawsze jest mi łatwiej.
Na razie nie wierzę ani w wiosnę, ani w lato, ani w pełni szczęśliwe życie - to znaczy to bez szkoły.
Naprawdę zdjae m i się że jest tylko tu i teraz.
I BARDZO DOBRZE!
Sonia.

komentarze [3]

piątek, 18 stycznia 2008


Kiedyś się strasznie bałam tego, że "my" zatrze "ja".
No i tak było - zatarło, w końcu.
To było dokładnie w tamtym momencie, gdy my" wisiało na włosku, bardzo cieniutkim.
Wtedy chciałam żeby wszystko stało się nami, nawet kosztem ja, kosztem szkoły, kosztem całego świata.
Straciłam wtedy praktycznie kontakt ze znajomymi, przestałam się całkowicie uczyć, robić cokolwiek - czekałam tylko na spotkanie, żeby kręcić się po Wrocławiu.
Oh i to tylko i wyłącznie z mojej winy - w sensie z mojego nastawienia - tak wyszło.
Bo on to chciał i co chwilę się wyrywał do znajomych coraz to innych i tu i tam.
Ale "dopięłam swego" i stało się tak, że zostaliśmy już praktycznie tylko my.
Ale teraz... znowu odkryłam siebie.
I to nie tylko i wyłącznie jako cząstkę Niego.
Odkryłam siebie w sobie.
Że lubię pracować, lenić się od czasu do czasu. Ale ciężko pracować też, bo daje to satysfakcję. Pozwala być z siebie zadowolonym. Że nie lubię nie robić długo praktycnzie nic, bo to dla mnie czas wybitnie stracony. Że pracować trzeba i uczyć też. I kreatywnie wykorzystać czas wolny.
Stać się znowu sobą.
Sonia.

komentarze [2]

wtorek, 1 stycznia 2008


No to pora na podsumowanie.

Styczeń.
Pod znakiem Tamtej. Dzika zazdrość, ale próba zaufania - niestety nieudana. Sylwester był u Weroniki, prze.
ferie - Egipt, próba odwetu pod postacią całowania się z Egipcjaninem. NIestety obrzydziło i przeraziło mnie to już w momencie przyciśnięcia się do moich ust (Bo miał strasznie wielkie muły, łóżko moje za rogiem, a rodzice daleko), więc odepchnęłam i poprosiłam o wyjście. Inni Egipcjanie, którzy wołali "good body" i chcieli się ze mną ożenić. Ale wyjazd minął głównie pod tytułem myślenia o niej, o nim, o nas, o tym, co się stało.
Dzień przed wyjazdem poinformował mnie o tym. A ja na to spotkanie jechałam, żeby zerwać, bo miałam dość zazdrości o nią...
A gdy mi już o tym powiedział, wiedziałam, że ja go nie oddam.
Bo kocham.
Pierwsza próba miłości?
Do tego studniówka.
I w Egipcie poznałam najfajniejszego faceta, którego z chęcią wzięłabym sobie na mentora. Gadał świetnie i o wszystkim i lubił ze mną gadać - nie mial nadęcia dorosłych, że jestem gówniara.

Luty.
Powrót z Egiptu. Walentynki :)

Marzec
Punky Reggae Life! - pewny etap zaliczony.
Krzaki, krzaki, krzaki!
Pierwszy Dzień Wiosny u chorej K.
Mania odchudzania - 2kg na tydzień szły.

Kwiecień
urodziny P.
urodziny O.
noc u O. - ojojoj.

Maj.
Pierwszomajowa sesja foto po całym Wro.
Zielona szkoła. Omatkokochana.
Matury! ("nie przychodz ani nie dzwon do mnie przed bo nie będę mógł się skupić!" - słodki móóóóój ;*)

Czerwiec.
Wakaaacje!!!
2 tyg. P. w Niemczech. STRASZNE 2 tyg.
Po powrocie - wspólne poranki, owocne :*
Najważniejszy dzień roku(życia?) - 25.06.
3dniowy wyjazd na wieś do Karoliny babci. Duuuużo gadania.

Lipiec.
wesele - tańcowaniee, jakjategonielubie:D spanie w jednym pokoju z państwem rodzicami, powrót i odwiedziny na 7 piętrze ;>
No i Włochy.
Wyjazd na który się zgodziłam tylko i wyłącznie ze względu na Rzym.
Jechac nie chciałam, na dwa dni przed robiłam histerie, że nie chcę jechac i w ogóle. We Włochach an szczęście wydałam jednynie 70 zł. na komórkę ;)
Generalnie wyjazd pod znakiem myślenia, wkurwiania się na dzieci, głębokich rozmów. Za późno odkryłam tam fajne towarzystwo, za szybko to ebznadziejne.
Rzym i Koloseum - prze, prze, prze! Jedyna budowla, która zrobiła na mnie jakiekolwiek wrażenie. Bazylika też prze, i TakiJedenBudynek też.

Sierpień.
"Ja już nigdzie więcej nie jadę!" - ne daję rady bez P.
W te wakacje wyjątkowo mały wyjeżdżałam, wyjątkowo mało zobaczyłam.
Ale byłam wyjątkowo szczęśliwa :)

Wrzesień
Całkiem znośny powrót do szkoły, kochane miśki :*
wariacje na trzepaku, odstresowoywanie,
dziewięciomiesięcznica w Krakowie!!

Październik
Hit roku - powrót najebaną do domu. Brawa dla mnie!
Poza tym - dużo szkoły. I dużo nieuki.

Listopad
Nowy telefon, ukrywanie go przed tatą -.-
Bardzo standardowo.
Początki problemów w skzole?

Grudzień
Po bądź co bądź przyjemnym i spokojnym roku nadszedł grudzień.
Pidżama - ha, ha. Spotkanie z Werką i Daddym. I konfrontacja - śmiech, śmiech, śmiech :) zadowolona z tego jestem, bądź co bądź.
ROCZNICA!! i t love. najbardziej satysfakcjonujący koncert w roku.
z waznych rzeczy...
wigilia gimnazjalna, gdy to sięd owiedziałam, że wydoroślałam.
poza tym, takie tam.
wigilia klasowa, z której jak co roku zwiałam, tylko w tym roku już z życzeń. ale i tak parę osób przydybalo... ;/ przeżyłam. jak co roku.
Wigilia, ta prawdziwa, to żal. Nie wspominam o tym. Dziś dopiero zaczęłam się "odzywać" do taty.
Poza tym - urodziny z Olą, Przmkiem i Werką ;* kochani moi :*
poza tym - urodziny 2 dni później z NAJUKOCHAŃSZYMI MOIMI NA ŚWIECIE :*
A Sylwester... porażka! wyglądałam pięknie ;D ale niestety chyba zmądrzałam przez ostatnie 2 lata, ale towarzystwo z gimnazjum, z którym byłam 2 lata temu niestety... Także zmyliśmy się po północy i dołączyliśmy do rodziców Przemka. To było naturalnie STRASZNE. I tańczyłam z tatą Przemka i raz z Przemkiem. Ale ja naprawdę nie lubię TAK tańczyć. No za mało tego w życiu robiłam.

Podsumowując rok 2007...
był przyjemny, spokojny.. Tylko kilka nieprzyjemnych wydarzeń.

A teraz... zaczynamy 2008!
Sonia.

komentarze [2]

wtorek, 25 grudnia 2007


Co się ostatnio dzieje z tymi rodzicami?
Nie tylko moimi, niestety.
Coraz częściej slyszę, że inni mają to samo.
Że traktują mnie jak przedmiot, jak własność - nie jak cżłowieka.
Że nie mam prawa do uczuć, emocji, zmęczenia, niezadowolenia, przeżycia swojego życia tak jak chcę.
I że jak zawsze chodzi o banał.
Że zamienił wigilię, święta w piekło.
Bo jaśnie pan ma humor. Jasnie pan jest niezadowolony!
Sorry bo nie posprzątałam natychmiast w pokoju. Bo na Wigilie, on sobie życzył porządku w moim pokoju. Tylko nie wypowiedział tego życzenia na głos. A że wigilii nie spędzamy w domu... to co za idiota by się tdomyślił, że porządek jest wtedy niezbędny.
Dla tego człowieka liczą się tylko pieniądze. Tylko.
Jest kompletnie pozbawiony uczuć, lepiej być jego wrogiem lub przyjacielem - niż należeć do jednej rodziny.
Jest debilem, jest niepoważny!
Nawet przy składaniu życzeń okazał, jak bardzo jest niezadowolony!
I nie, nieważne, że pół wigilii spędziłam w kiblu rycząc :]

To też sprawiło, że był niezadowolony, bo w końcu ja robię sceny!
Przykro mi to mówić, ale go nienawidzę. Kocham go, niestety.
Ale go nienawidzę.

raz próbowalam przeprosić. Przykro mi, że w to nie wierzą, ale naprawdę jestem człowiekiem, z resztą już prawie dorosłym, jak sami mówią. I mam prawo do okazywania mi szacunku, do okazywania milych uczuc.
więcej nie będę. on też nie przeprosi.

Och, bo on miły jest tylkko dla swoich wrogów i przyjaciół. Mnie i mamę traktuje jak szmaty. I ja już sobie na to nie będę pozwalać.
Wesołych świąt, chociaż wam :*
Sonia.

komentarze [3]



Kiedyœ
2005
styczeń (14)
luty (15)
marzec (9)
kwiecień (19)
maj (21)
czerwiec (9)
lipiec (10)
sierpien (17)
wrzesień (14)
październik (15)
listopad (15)
grudzień (11)

2006
styczeń (7)
luty (2)
marzec (4)
kwiecień (5)
maj (6)
czerwiec (11)
lipiec (9)
sierpien (6)
wrzesień (8)
październik (6)
listopad (2)
grudzień (1)

2007
styczeń (4)
luty (2)
marzec (3)
czerwiec (1)
sierpien (1)
październik (2)
listopad (4)
grudzień (3)

2008
styczeń (3)
marzec (3)
kwiecień (2)
maj (1)
lipiec (2)
wrzesień (2)

2009
styczeń (1)



Odwiedziam
kakafoniapaperdollantiba

_______________________________________________
Szablon zrobiła Nieosišgalna dla Deco. Zdjęcie tej oto panienki.